Gwara łódzka
aplikować się – zalecać się
august – błazen, klaun cyrkowy (więcej…)
Łódzki portal historyczny – opublikuj swój tekst.
aplikować się – zalecać się
august – błazen, klaun cyrkowy (więcej…)
„Obraz ruchomy „ dla nowego, ideologicznie „ukształtowanego „ przez władze PRL , społeczeństwa nie był czymś obcym. Mało kto jednak ,mógł wyobrazić sobie własne prywatne kino, które w najbliższym czasie miało zdystansować tak popularne radio i stać się ulubioną rozrywką i ważnym ,mniej lub bardziej, elementem kształtowania „wiedzy” o kraju i świecie. Co ciekawe w początkowej nawet kierownictwo PZPR nie przywiązywało wagi i nie zdawało sobie sprawy z potencjalnej „siły” oddziaływania szklanego ekranu.
Równolegle z pracami badawczymi prowadzonymi nad techniką telewizyjną po 1945 r. ,trwały próby umiejscowienia tego medium w strukturach instytucjonalnych władzy i nadanie mu form prawnych. .Do czasu oficjalnej prezentacji, telewizja w Polsce pozostawała nieznana społeczeństwu .Redaktor „Przekroju” Zbigniewa Rogowskiego aby dowiedzieć się nieco więcej o telewizji musiał długo czekać na kilkanaście przepustek i uzyskać zezwolenie na publikację tajemnicy państwowej .Można odnieść wrażenia że władza nie do końca będąc zorientowana co siły oddziaływania telewizji wolała przyjąć postawę zachowawcza i otoczyć same medium prewencyjną ochroną.
Na mocy ustawy z dn. 4 lutego 1949 r. został utworzony Centralny Urząd Radiofonii ,który miał być organem naczelnym w zakresie radiofonii i telewizji dla powszechnego odbioru.
Instytucja ta została podporządkowana Prezesowi Rady Ministrów a sprawy zastrzeżone dla Ministra Poczt i Telegrafów w przepisach dotyczących radiofonii i telewizji dla powszechnego odbioru ,przeszły z mocą ustawy do zakresu działań Premiera. (więcej…)
Ukazała się publikacja o protestach łódzkich tkaczy w roku 1861. Przypomina ona buntowniczy epizod z początków dziejów polskiej klasy robotniczej.
„Bunt, masa, maszyna. Protesty łódzkich tkaczy w kwietniu 1861 roku” – taki tytuł nosi praca zbiorowa pod redakcją Natalii Królikowskiej i Cezarego Pawlaka. Wydawnictwo jest pokłosiem ubiegłorocznego panelu dyskusyjnego, upamiętniającego bunt łódzkich tkaczy z kwietnia 1861 roku.
W latach 50. XIX wieku doszło do pierwszego większego przełomu w życiu gospodarczym Łodzi. Stagnacja w handlu i przemyśle, wywołana nadmiernym napływem zagranicznych towarów oraz zastąpienie części pracowników maszynami, dotkliwie odbiła się na życiu robotników. Rękodzielnicy – tkacze łódzcy i ich czeladź – zrozumieli, że stoją u progu ruiny. Rozpacz przerodziła się w gwałt pod postacią buntu przeciwko maszynom. Stało się to w roku 1861.
13 kwietnia 2011 r. w 150. rocznicę buntu, w Sali Lustrzanej Muzeum Miasta Łodzi o łódzkim buncie dyskutowali historycy, filozofowie i znawcy Łodzi: prof. Jarosław Kita, dr Krzysztof Kędziora, prof. Przemysław Waingertner i Alina Jabłońska. Dyskusję prowadzili Natalia Królikowska i Cezary Pawlak z Muzeum Miasta Łodzi – późniejsi redaktorzy publikacji.
Publikacja liczy 43 strony. Dostępna jest w kasie Muzeum Miasta Łodzi oraz w księgarni internetowej wydawcy – Łódzkiego Towarzystwa Naukowego.
W najnowszej historii Polski, po II wojnie światowej, liczne były napięcia i konflikty ekonomiczne i polityczne, które swoje społeczne kulminacje osiągały w wystąpieniach robotniczych w czerwcu 1956 r. w Poznaniu oraz w grudniu 1970 r. i w sierpniu 1980 r. na Wybrzeżu. O ile w dwóch pierwszych dramatycznych sytuacjach kryzysowych przybrały one postać przede wszystkim demonstracji ulicznych krwawo spacyfikowanych przez wojsko i milicję, o tyle w 1980 r. była to już głownie akcja strajkowa, bardziej skuteczna i nie przynosząca ofiar w ludziach.
Można powiedzieć, że robotnicy, pierwszoplanowi aktorzy protestów przeciwko panującym w Polsce warunkom bytowym i porządkom politycznym, uczyli się skutecznych i w miarę bezpiecznych metod walki, jakimi były akcje strajkowe. Wydaje się, że jedną z ważnych lekcji był zapomniany już dziś łódzki strajk w nieistniejących już dwóch dużych zakładach przemysłu bawełnianego: „Marchlewskim” i „Obrońcach Pokoju” rozpoczęty 10 lutego 1971 r. 1/. (więcej…)
![]()
Łódzka Organizacja Bojowa, pod kierownictwem tow. Montwiłła dokonała słynnego napadu na pociąg pocztowy pod Rogowem.
Było to w drugiej połowie 1906 roku. Represje carskich żandarmów, policji, kozaków szalały w sposób bezwzględny. Cały aparat ucisku i gwałtów utrzymywany był za pieniądze polskich podatników. Wydział Bojowy postanowił konfiskować carskim urzędnikom pieniądze polskie, by obracać je na walkę z aparatem carskiego ucisku.
W tym czasie otrzymaliśmy nowy transport wspaniałej automatycznej broni – mauzery na kolbach, w futerałach. Wspaniała broń, 10-strzałowa. Wydział Bojowy na swoim posiedzeniu postanowił odebrać carskim urzędnikom pieniądze przewożone z granicy austriacko-rosyjskiej, na jednej ze stacji kolejowych na Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Wybrano stację Rogów, położoną o dziesięć minut jazdy od węzła kolejowego w Koluszkach.
Po przeprowadzeniu wywiadów ustalano, że każdy z instruktorów dowodzący oddziałem bojowców musiał osobiście spenetrować całą okolicę koło stacji kolejowej i przejść piechotą wedle wytkniętej trasy na mapie ze stacji Rogów do Łodzi. Dowódcą całego oddziału był Montwiłł (Grzegorz), powieszony w 1908 roku na stokach cytadeli na skutek wyroku sądu wojennego w Warszawie. Poza tym w akcji tej brało udział sześciu instruktorów oraz czterdziestu ośmiu bojowców. (więcej…)
Łódź – tragiczne miasto, złe miasto, ohydne miasto, miasto złudnych nadziei i rozpaczy, nędzy i beznadziejności, miasto zysku i wyzysku. Miasto buntów, rzadkich zresztą, lecz za to kosztownych dla robotników. Miasto to wpisywało swą nazwę na karty historii walk polskiego proletariatu, wpływając swym czynem na zmianę i kształtowanie się myśli politycznej polskiego socjalizmu. Czymże była ta Łódź dla polskiego socjalizmu? Wszystkim i niczym. Ale przede wszystkim ta Łódź była i jest stolicą proletariatu Polski.
„Co prawda nie gnieździ się on wyłącznie w piwnicach i na facjatach, ale też i nie w jasnych, czystych i przestronnych mieszkaniach. Przeciwnie, w naprędce budowanych przez partaczy kamienicach, z na wpół zgniłego i tandetnego materiału, z na wpół wypalonej cegły, ciasnych, zapleśniałych, stęchłych, słychać, co mówią przez ścianę, co robią »pod podłogą«, każdy krok i poruszenie sąsiadów »nad głową« aż tynk z sufitów leci, dziw, że się całkiem na głowy nie zwali, chyba że go podtrzymuje powietrze, pełne wyziewów i kopciu naftowej lampy, gęste i tak w zaduchu stężałe, iżby w nim »można siekierę zawiesić«, jak głosi suchotniczy dowcip mieszkańców tych ponurych ubikacji. W nich się rodzi, umiera, bawi się, choruje, gotuje, pierze i ogień naftą rozpala proletariat łódzki”. (więcej…)
Przemówienie wygłoszone w dniu 7 września 1922 r. z okazji sypania nasypu na mogile poległych na polesiu konstantynowskim pod Łodzią.
Robotnicy!
Po latach niewoli, po latach zapomnienia przybywamy dziś na to miejsce męczeństwa, ażeby, zanim stanie pomnik z granitu, usypać kopiec jako symbol naszej czci dla tych, którzy polegli za nas i za Polskę. Od niepamiętnych czasów, ginących w pomroce dziejów, lud polski w podobny sposób czci pamięć swoich bohaterów i rycerzy.
Rzucając pierwszą grudkę ziemi na mogiłę tych, co odeszli od nas w zaświaty, tych, co legli zamordowani tutaj przez najeźdźców, pamiętajmy również o tych żołnierzach Wielkiej Sprawy, o których ślad zaginął, co legli w walce wśród szarych pól i lasów, co legli w cieniu drzew mogilnych, nie zostawiając nikogo… Ku opuszczonym, zrównanym z ziemią grobom – niechaj w dniu dzisiejszym doleci myśl nasza, nasze westchnienie. Bo to, co ich spotkało, to każdego z nas w tych latach walki spotkać mogło. Nie znaliśmy wtedy ani dnia, ani godziny, kiedy siepacz lub kat carski mógł przerwać nić naszego żywota… (więcej…)
Dnia 1 maja 1892 r. było w Łodzi, jak wiadomo, trochę proklamacji, ale 1 maja przeszedł całkiem cicho, tak samo dnie następne. Policja pilnowała z początku skrzętnie; ale w ogóle trzeba tu przypomnieć, że policja i żandarmeria w Łodzi zostały porządnie zorganizowane dopiero po zaburzeniach w r. 1892, a przedtem były byle jakie. Dopiero dnia 5 maja wybuchły zaburzenia. Stanęła najpierw jedna niewielka fabryka w północno-zachodniej dzielnicy. Po krótkim zatargu między tymi, co chcieli strajkować, a tymi, co chcieli pracować, zwyciężyli pierwsi – i wszyscy wyszli na ulicę ze śpiewem, aby skłaniać i zmuszać i inne fabryki do pójścia za ich przykładem. Fabrykanci natychmiast dali znać do policji i do wojska. Było to około 11 rano. Tłum strajkujących wzrastał. W fabryce Szmita zastali oni bramy zamknięte i strażników przed i poza bramami. Pomimo to brama została wyłamaną i robotnicy z wewnątrz przyłączyli się do strajkujących. Tu jednak nadeszły oddziały wojska i policji i zaczęły chwytać pierwszych jeńców oraz prowadzić ich przez ulicę Piotrkowską, Nowy Rynek, Konstantynowską ku więzieniu. (więcej…)

W chwili obecnej ogromnie się zaogniły stosunki pomiędzy fabrykantami a robotnikami łódzkimi. Zaczęło się od sporów i nieporozumień w wielkiej fabryce Poznańskiego. Zarząd fabryki nie chciał się zgodzić na warunki robotników, ci zaś nie chcieli się zgodzić na warunki zarządu, a między innymi na usunięcie kilkudziesięciu robotników. Skutkiem tego zarząd postanowił zamknąć fabrykę na czas nieokreślony. Ale nie na tym koniec. Sześć największych fabryk łódzkich, a w tej liczbie i dwie pod firmą Poznańskich, połączyło się w związek, tak zwany z angielska lokaut, czyli strajk fabrykantów, który ma na celu solidarne zwalczanie żądań robotników za pomocą zawieszenia robót. Otóż ci wielcy fabrykanci postanowili tak: jeżeli w jednej fabryce nie przyjdzie do porozumienia, jeżeli w jednej robotnicy nie zechcą ulec, cofnąć swych żądań i zgodzić się na to, co fabrykanci podyktują, to wszyscy solidarnie pozamykają swoje fabryki na czas nieograniczony, ażeby tym sposobem zmusić głodem robotników do pracy i uległości. (więcej…)
Wróg ma dla nas kajdan dużo,
Ma też dużo turem,
My weseli, bo kajdany
Dzwonią nam mazurem!